Wyobraźmy sobie dwie nowoczesne instalacje termicznego przekształcania odpadów (ITPO), oddalone od siebie o kilkadziesiąt kilometrów. Jedna stoi w Niemczech, druga w Polsce. Obie przetwarzają odpady, których nie można już poddać recyklingowi. Obie stosują tę samą technologię odzysku energii. Obie funkcjonują w ramach tych samych unijnych regulacji. I właśnie tutaj kończy się podobieństwo. Podczas gdy Niemcy zbudowali już na ciepłu z odpadów fundament dekarbonizacji miejskich sieci ciepłowniczych, w Polsce branża nadal walczy o zmianę lub właściwą interpretację przepisów.
W Niemczech to ciepło odpadowe. W Polsce – problem interpretacyjny
Dla niemieckiej ITPO podstawowy cel jest oczywisty: zagospodarowanie odpadów. Energia jest odzyskiwana w procesie, ponieważ byłoby nieracjonalne pozwolić, aby zawarta w odpadach energia została bezpowrotnie utracona. Powstające przy tym ciepło może zostać wykorzystane w lokalnej sieci ciepłowniczej. Zamiast trafiać do atmosfery, zastępuje część energii produkowanej z paliw kopalnych – węgla czy gazu.
Po polskiej stronie ta sama logika zaczyna się komplikować. Aby uzyskać decyzje i pozwolenia niezbędne do budowy i eksploatacji ITPO, inwestor musi dokładnie opisać planowaną działalność. Naturalne jest więc wskazanie, że instalacja będzie nie tylko przetwarzać odpady, ale również odzyskiwać energię. I właśnie to może stać się źródłem problemu przy kwalifikacji ciepła jako ciepła odpadowego.
Pojawia się bowiem interpretacja, zgodnie z którą, skoro w dokumentacji inwestor wskazał odzysk energii jako element funkcjonowania instalacji, to energia przestaje być jedynie skutkiem procesu zagospodarowania odpadów, a staje się jego głównym produktem. A skoro jest produktem głównym – nie może być uznana za ciepło odpadowe.
Brzmi paradoksalnie? Bo takie właśnie jest.
Dlaczego kilka słów w dokumentacji może mieć tak duże znaczenie?
Status ciepła odpadowego nie jest wyłącznie kwestią terminologiczną. Ma bardzo konkretne konsekwencje dla całego systemu ciepłowniczego. Unijna Dyrektywa w sprawie efektywności energetycznej (EED) zakłada rozwój tzw. efektywnych systemów ciepłowniczych. Jednym z elementów pozwalających spełniać wymagania dotyczące takich systemów jest wykorzystanie energii z OZE lub ciepła odpadowego. To rozwiązanie ma prostą logikę: skoro gdzieś powstaje ciepło, które w przeciwnym razie zostałoby zmarnowane, należy je wykorzystać zamiast produkować kolejną porcję energii ze spalania paliw kopalnych. Brzmi rozsądnie, tym bardziej że ciepło z ITPO ma jedną szczególną zaletę – powstaje niezależnie od tego, czy ktoś akurat chce je kupić.
Najprostszy test: co się stanie, gdy zabraknie odbiorcy?
Wyobraźmy sobie elektrociepłownię, która dostarcza energię do dużego zakładu przemysłowego. Zakład zamyka działalność. Znika odbiorca. Czy elektrociepłownia będzie nadal spalać gaz lub węgiel tylko po to, aby produkować energię, której nikt nie potrzebuje? Oczywiście, że nie. Teraz zmieńmy jeden element tego przykładu. Zamiast elektrociepłowni mamy ITPO. Zakład odbierający ciepło znika. Czy ITPO przestanie działać? Nie. Odpady nadal będą powstawać i nadal trzeba będzie je bezpiecznie zagospodarować zgodnie z obowiązującym prawem. Instalacja będzie więc musiała funkcjonować niezależnie od tego, czy znajdzie się odbiorca na całe powstające w procesie ciepło. I właśnie w tym tkwi sedno problemu.
W klasycznej elektrociepłowni energia jest celem procesu. W instalacji termicznego przekształcania odpadów energia jest jego skutkiem.
To różnica fundamentalna. Marnujemy nie tylko ciepło, ale także szansę na dekarbonizację. Problem ma znacznie szersze konsekwencje niż spór o definicję. Jeżeli ciepło z ITPO nie może być wykorzystane jako ciepło odpadowe, traci na tym nie tylko operator instalacji. Traci także system ciepłowniczy. Tracą mieszkańcy, którzy mogliby korzystać z tańszego i stabilnego źródła ciepła. Traci środowisko, bo zamiast wykorzystać energię już powstającą w procesie zagospodarowania odpadów, trzeba szukać kolejnych źródeł energii.
I wreszcie tracą inwestorzy, którzy planując nowe instalacje, muszą uwzględniać ryzyko regulacyjne i interpretacyjne. W praktyce oznacza to również gorszą pozycję Polski wobec innych państw Unii Europejskiej.
Ten sam odpad, inny efekt
Trudno znaleźć lepszy przykład tego, jak nadmiernie formalistyczne podejście do przepisów może rozmijać się z celami transformacji energetycznej. Po jednej stronie granicy ciepło powstające przy zagospodarowaniu odpadów może być wykorzystane do zastępowania paliw kopalnych. Po drugiej – jego wykorzystanie może być ograniczane przez interpretację, zgodnie z którą sam fakt odzysku energii zapisany w dokumentacji inwestycyjnej podważa możliwość uznania jej za ciepło odpadowe. Ten sam proces. Ten sam odpad. Ta sama energia. A jednak dwa różne podejścia. Trudno w takiej sytuacji mówić o pełnym wykorzystaniu potencjału gospodarki o obiegu zamkniętym i transformacji energetycznej.
Jest szansa, aby ten paradoks zakończyć
Obecnie prowadzone są bowiem prace nad senackim projektem ustawy, którego celem jest uporządkowanie tej kwestii i wyeliminowanie wątpliwości interpretacyjnych. Jako Związek Pracodawców Instalacji Termicznego Przekształcania Odpadów Niebezpiecznych (ZPITPON) popieramy proponowane doprecyzowanie przepisów Prawa energetycznego, wprost wskazujące, że energia odzyskiwana w procesie termicznego przekształcania odpadów w postaci ciepła jest ciepłem odpadowym. To ważny krok w kierunku jasnych i jednolitych zasad, które pozwolą w pełni wykorzysta energię powstającą w procesie termicznego przekształcania odpadów, bez nieuzasadnionych barier interpretacyjnych.
Bo odpowiedź na pytanie, co zrobić z energią powstającą przy zagospodarowaniu odpadów, powinna być oczywista:
Wykorzystać ją. W czasach, gdy Europa szuka każdej możliwości ograniczenia zużycia paliw kopalnych, trudno zrozumieć, dlaczego Polska miałaby dobrowolnie rezygnować z energii, która już powstaje.
Tomasz Krupiński
